Kin-ball

kinball

 

Bywały czasy, gdy za polską piłkę musieliśmy się wstydzić. Przynajmniej za tę kopaną… Mieliśmy sukcesy w piłkę siatkową, ręczną, a jak sprawdzamy się w świeżej dyscyplinie piłkarskiej jaką jest „kin ball”? Wyobraźmy sobie piłeczkę ping-pongową wrzuconą do terrarium z myszami. Biegają śmiesznie za kulką i robią to dość nieporadnie wzbudzając nasz uśmiech, a my myślimy – a gdyby tak można było się zmniejszyć do rozmiaru myszy? Czy też mielibyśmy tyle frajdy? Cóż, technologia nie pozwala jeszcze na zmniejszanie człowieka według uznania, ale jest szansa by poczuć się jak te szalone myszy z piłką. Bo tym właśnie jest „kin ball” – wielka piłka, która wymusza współpracę, bo nie zabierze się z nią jeden człowiek.

Na czym dokładniej to polega? Potrzebne są trzy drużyny czteroosobowe. Zawodnik zespołu, który wybija piłkę woła: Omnikin! I kolor drużyny przeciwnej. Ekipa wywołana musi dobiec do piłki i zapobiec jej upadkowi na ziemię. Sens jednak tkwi w tym, że nie złapie jej jeden człowiek – piłka jest tak duża. Dlatego potrzeba współpracy. Punkt zostaje przyznany przeciwnikowi, gdy piłka spadnie na ziemie! Brzmi fajnie? Bo tak jest! Każdy, kto lubił/lubi gry zespołowe z piłką w roli głównej, poczuje się idealnie. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to dyscyplina dość młoda, to zapewne wielu z was pierwszy raz o niej słyszy. Nasza ekipa, zgodnie z ideą „poleć z nami w kulki”, organizuje takie mecze, więc czemu nie spróbować? Myślę, że już za chwilę wpiszesz w wyszukiwarce Google słowa „omnikin” i „kinball”. Obrazki na pewno Cię zachęcą, pokażesz to znajomym, a my będziemy czekać, gdy powrócisz – chcemy z Tobą zagrać! O-M-N-I-K-I-N ! Łapiesz?